sobota, 14 września 2013

ROZDZIAŁ 32



Chłopak obrócił mnie tyłem do siebie,  i wtulił w moje włosy.
-Po co mnie tu przyniosłeś?-zapytałam, odwracając się na plecy.
Jego uśmiech uznałam za pozwolenie na pocałunek, który chłopak pogłębił.
*następnego dnia*
Obudziłam się sama w pokoju. Niechętnie spuściłam nogi z łóżka i przetarłam zmęczone oczy, zaczynając rozglądać się za czymś do ubrania.Było to dość trudne, uwzględniając bałagan który zostawiliśmy.W końcu udało mi się znaleźć koszulkę mojego chłopaka. Szurając stopami zeszłam na dół.
-Dzień dobry-usłyszałam za sobą zachrypnięty głos Harry'ego, a potem jego miękkie usta odbiły się na moim policzku.
-Cześć-odpowiedziałam siadając na krześle.-Gdzie Zayn?
-Pojechał na chwilę do studia, prosił żebym z tobą został-powiedział chłopak odwracając się przodem.-Co chcesz do jedzenia?
-Siadaj-zwolniłam mu miejsce.-Znając Zayn'a wyciągnął cię z domu bez śniadania.
-Znasz go nawet za dobrze-zaśmiał się Loczek.
Obdarzyłam go tylko lekkim uśmiechem, po czym zaczęłam przygotowywać śniadanie.
-Co powiesz na sałatkę?
-Z miłą chęcią.
*piętnaście minut później*
-Harry!-pisnęłam kiedy chłopak, próbował wepchnąć we mnie jajko.
-No powiedz A
-Przestań, weź to człowieku!-krzyknęłam wyrywając się, przez co jedzenie znalazło się na koszulce Zayn'a.-Harry!
-Widzisz trzeba było się mnie słuchać-pogroził mi palcem.
Chciał powiedzieć coś więcej, ale niestety nie zdążył.W jego stronę powędrował liść sałaty.Chłopak zamknął usta kiedy liść znalazł się w jego wargach.Wyglądał bardzo śmiesznie.Nie mogłam się opanować.Chłopak zły wstał i przewiesił mnie sobie przez ramię.
-Harry, odstaw mnie!-krzyknęłam wyrywając się
-Nie.
_nie myśl nawet o tym!-jeszcze bardziej zaczęłam się wiercić, kiedy poczułam jak otwiera drzwi tarasowe.-Harry, puść!
-Jak sobie życzysz-uśmiechnął się, wrzucając moje ciało do basenu.
-Ty podła bestio-krzyknęłam ciągnąc go za nogawkę spodni, przez co on także wpadł do wody.
-Jane!
-Wróciłem!-dobiegł nas krzyk mojego chłopaka z przed pokoju.
Polazłam Loczkowi język i szybko wyskoczyłam z basenu.Podbiegłem do chłopaka skacząc na niego. Ownięłam nogi wokół jego bioder.
-Kotku dlaczego jesteś mokra?-zapytał zdziwiony.
Nie odpowiedziałam tylko mocno go pocałowałam.Mulat nie protestował.
-Zapytaj Harry'ego-zaśmiałam się.
-A gdzie on jest?
-W basenie.
Mina chłopaka wyrażała zdziwienie.Pociągnęłam go za sobą w kierunku tarasu.
-Cześć Zayn-ukazał swoje białe ząbki  białe ząbki Styles.
-Może mi ktoś wytłumaczyć, co tu się kurwa dzieje?
-My po prostu robiliśmy śniadanie-odpowiedziałam całując jego policzek.
-Harry, Louis kazał ci natychmiast przyjechać do domu.Podobno jest gośc i chcę cię widzieć-odpowiedział Zayn, pomagając przyjacielowi wyjść z basenu.-Ale najpierw dam ci coś do przebrania.
I razem zniknęli w domu.Rozejrzałam się po basenie.Na jednym ze stolików leżał telefon Harry'ego.Wzięłam go, kiedy na jego wyświetlaczu wyświetliła się wiadomość od...Perrie.
-Harry!-krzyknęłam w głąb domu., wchodząc do środka.-Harry, ktoś do ciebie napisał!
-Sprawdź kto-odkrzyknął.-Najlepiej przeczytaj.
Niechętnie kliknełam na ikonkę esemesa.
,,Chciałabym się z tobą. spotkać.Wydaję mi się, że mogę ci pomóc.Perrie<3"
-I co, kto to był?-zapytał chłopak zbiegając po schodach.Bez słowa podałam mu telefon.Po chwili popatrzył na mnie zdenerwowany.
-Nie mam pojęcia, o czym ona mówi.Naprawdę...
-Dobra Harry, jedź.Do zobaczenia-powiedziałam przyjacielsko całując go w usta.
Już po chwili Loczek znikł, a ja westchnęłam i udałam się do kuchni.Usiadłam przy stole, wkładając sobie do ust kawałek sałaty.
-O śniadanko-pocałował mnie Zayn, siadając na przeciwko.
-Co ma wspólnego Harry i Perrie?-zapytałam nawet na niego nie patrząc.Wiedziałam , że chłopak nie lubi o niej rozmawiać.Wbiłam widelec w kawałek ogórka.
-Nie wiem, a czemu pytasz?
-Harry dostał od niej wiadomość.Chciała się z nim spotkać, bo może mu pomóc.
-Nie wiem i nie przejmuj się tym.Cokolwiek by robili, pamiętaj że cię kocham.
________________________________________
Taki krótszy bo znowu nie mam weny.Przepraszam was bardzo. Ale mam nadzieję, że będziecie łaskawi.
Malikowa

piątek, 13 września 2013

ROZDZIAŁ 31









-Wracajmy-powiedziałam splatając nasze palce. 
Chłopak pokiwał głową, wyprzedzając mnie i otwierając przed moją osobą drzwi.Podziękowałam mu uśmiechem, po czym ponownie ukryłam się za plecami Mulata.Przymknęłam oczy, próbując zignorować rażące błyski i pytania.W miarę szybko pokonaliśmy dystans dzielący nas od bezpiecznego auta Harry'ego.Usiadłam z tyłu zamykając okna i zapinając pas.
-Zabierzcie mnie stąd-odetchnęłam opierając głowę o tylną część fotela.
Chłopcy wymienili porozumiewawcze spojrzenia i już po chwili, ruszyliśmy starając się nikogo nie przejechać, co było dość trudnym zadaniem zważając na liczbę osób znajdujących się na placu przed szpitalem.Kiedy do moich uszu przestały dochodzić piski i krzyki, jeszcze raz odetchnęłam. Moim marzeniem było teraz znaleźć się w domu, najlepiej całkiem sama lub z Zayn'em. Spojrzałam przed siebie i zilustrowałam w lusterku mój wygląd.Wolałam jednak odwrócić wzrok, gdyż nie wyglądałam dobrze.
-Błagam zawieźcie mnie do domu-poprosiłam patrząc na profil Harry'ego.-Wyglądam beznadziejnie.
-Twoja mama dzwoniła-zignorował moje słowa Zayn, odwracając się do mnie przodem.-Zostawili ci dom na kilka dni.Sami pojechali do twojej babci.
Pokiwałam głową, wiedząc co ma na myśli.Jego oczy mówiły:,,Oczywiście zostanę z tobą".Ponownie zacisnęłam powieki, wsłuchując się w ciszę panującą między nami.Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
*później*
Obudziłam się w samochodzie, który stał zaparkowany na moim podjeździe.Ze mną siedział tylko Harry wpatrując się w przestrzeń przed nim. Lekko się przeciągnęłam , zwracając tym uwagę chłopaka.Loczek odwrócił się do mnie przodem, obdarzając moją osobę ślicznym uśmiechem.   
-Jak się spało?-zapytał odpinając swój pas i wysiadając z auta.
Spojrzałam na niego zdezorientowana, ale chłopak po chwili pojawił się obok mnie wyciągając swoją dłoń w moim kierunku.Chętnie ujęłam ją i z jego pomocą wysiadłam z czarnego auta.Nie umknęło to uwadze kilku reporterów.Spojrzałam na nich zła, odwracając się na pięcie i szybki krokiem zmierzając w stronę mojego domu.Harry oczywiście ani na moment nie puścił mojej dłoni.Kiedy wreszcie znalazłam się w moim domu, z miłą chęcią zrzuciłam z siebie kurtkę któregoś z chłopaków i pociągnęłam przyjaciela do salonu.Sama weszłam do kuchni, gdzie zastałam bardzo przyjemny widok.A mianowicie, mój przystojny chłopak właśnie przyrządzał coś pysznego do jedzenia.Na moją twarz mimowolnie wkradł się uśmiech, a dłonie same objęły jego ciało w tali.Pozostawiłam mokry ślad na jego karku, na co chłopak zareagował śmiechem.
-Widzę, że wstałaś-powiedział nie odwracając się do mnie.
-Ile mogę spać?-zapytałam puszczając jego ciało.-Co robisz?
-Gotuję dla ciebie i Harry'ego-odpowiedział, a ja przypatrywałam się skupieniu na jego twarzy.
-Yhym-mruknęłam.-To ja idę się zając Harry'm.Zawołasz mnie jakby co?
Mulat skinął głową, a ja niespiesznie wyszłam z pomieszczenia.Kiedy weszłam do salonu, mój przyjaciel był akurat zajęty swoim telefonem.Cicho usiadłam naprzeciwko niego podciągając nogi pod brodę i śledziłam każdy jego ruch.
-Harry?-zapytałam w końcu, na co Loczek oderwał wzrok od małego urządzenia,
-Tak?
-Nic-uśmiechnęłam się, tylko wprawiając go w zdenerwowanie.
Nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego teraz rozmowa z nim przychodziła mi z taką trudnością.
-Zayn, robi nam coś do jedzenia-zaczęłam.
-Nie jestem głodny-odpowiedział nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
-Powinieneś coś zjeść.
-Jane, błagam-odpowiedział łamiącym się głosem.-Jeżeli mamy rozmawiać o jedzeniu to może nie odzywajmy się wcale.
-O co ci chodzi?-zapytałam zdezorientowana.
-Daj spokój-warknął.
-Harry, odpowiedz.
-Daj mi spokój, powiedziałem-odpowiedział wyraźnie coraz bardziej zły.
-Ale o co ci chodzi?I mógłbyś na mnie nie krzyczeć kiedy ja chcę po prostu porozmawiać?!-zapytałam też lekko unosząc głos.
-Ale ja wcale nie krzyczę!Chcę po prostu, żebyś się do mnie nie odzywała.Czy to tak trudno zrozumieć?!
-Dlaczego nagle, zrobiłeś się zły?-zapytałam teraz bardziej z żalem.
-A co cie to obchodzi-warknął znowu spuszczając głowę.
-Nie możesz mi po prostu odpowiedzieć?!
-Blondynka tego nie rozumie...-powiedział cicho, jednak ja to usłyszałam.
Takie słowa od przyjaciela, to jak cios w serce.
-C...Co?-zapytałam, czując jak po moich policzkach.
-Jane...To znaczy...-Ja...-zaczął się jąkać nerwowo drapiąc kark.
-Fajnie wiedzieć, co o mnie myśli najlepszy przyjaciel-odpowiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
-Przepraszam...ni chciałem...-powiedział, speszony.
-Trudno Harry...Nie dość, że uważasz mnie za idiotkę, to jeszcze mi nie ufasz-powiedziałam z wyrzutem.
-To nie tak, że ci nie ufam...
-Więc powiedz mi do cholery o co chodzi?!-krzyknęłam.
-Nie krzycz...szepnął patrząc w stronę kuchni.
-Po prostu powiedz....
-Ty doskonale wiesz, o co chodzi-powiedział jeszcze ciszej.-Jestem po prostu zazdrosny.
Spojrzałam na niego, jednak moim oczom ukazała się tylko czupryna chłopaka.
-Harry, ja już nie wiem jak mam ci to tłumaczyć-powiedziałam, jakby sama do siebie.
-Ja wiem...Wszystko rozumiem...Będzie lepiej jak pójdę...-Chciał już wstać, jednak zdążyłam złapać jego nadgarstek.
-Nie,zostań...
Spojrzał na mnie swoimi hipnotyzującymi tęczówkami, ale jednak upierał się przy swoim.
-Lepiej będzie jeżeli przyjdę jutro...Musisz odpocząć-lekko musnął moje usta opuszczając dom.
-Co ty kurwa zrobiłaś Jane?-szepnęłam sama do siebie.
-Kicia, chodź jeść!-dobiegł mnie z kuchni głos Zayn'a. zanim wstałam ujęłam w pokaleczone dłonie moją komórkę i wystukałam wiadomość:
,,Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro. Tęsknię.Jane."
IMG_6486
Potem kliknęłam wyślij i wiadomość już wędrowała do Harry'ego.Odkładajac telefon na stolik udałam się do kuchni, gdzie czekał na mnie Zayn. Nie powiem, żeby się nie postarał. Obdarzając go uśmiechem, zajęłam miejsce na przeciwko Mulata.
-Postarałeś się-powiedziałam ujmując w dłoń widelec.
-Dla ciebie wszystko-uśmiechnął się.
*kilkanaście minut później*
Siedziałam obok Zayn'a razem z nim przeglądając kanały telewizyjne.Na większości były albo reklamy, albo jakiś naprawdę nudny film.
-Co za bzdety-westchnęłam opierając się o jego ramię.
Chłopak nie przestając zmieniać stacji, przyciągnął mnie do siebie. Jednocześnie złożył na czubku mojej głowy pocałunek. nie mogąc złapać równowagi, ppo prostu położyłam się na jego kolanach. Chłopak pogłaskał mnie po włosach, po czym wyłączył telewizor. Spojrzałam na niego.Wpatrywał się w czarny ekran znajdujący się przed nami.
-Zayn?-szepnęłam, aby jak najmniej zakłócić panującą w pokoju ciszę.
-Tak?-przeniósł swój wzrok na mnie.
-Kocham cię wiesz?-nadal szeptałam, przyciągając go blisko.
-Ja ciebie też-odpowiedział łącząc nasze usta.-Wiesz kochanie...Na pewno jest kilka ciekawszych rzeczy którymi możemy się zająć...
-Na przykład?-zapytałam  przygryzając dolną wargę.
Chłopak tylko się uśmiechnął, znowu mnie całując.Tym razem jego usta nie zostały tylko przy moich. Chętnie składał drobne pocałunki na mojej szyi.
-Zayn, łaskoczesz-pisnęłam kiedy jego zarost zaczął podrażniać skórę na mojej szyi.Mulat nie przestał, wręcz przeciwnie.Jego usta, wraz z zarostem, przechodziły coraz niżej.
-Błagam cię, kochanie przestań!-zaczęłam się śmiać.
-Dobrze, ale chodź-powiedział wyciągając w moim kierunku dłoń. Już po chwili znajdowaliśmy się w sypialni.Chłopak przyciągnął mnie do siebie, po czym kolejny raz tego wieczoru pocałował.
-Wiesz, jak bardzo cię kocham?-zapytał szeptem, kładąc się obok mnie na łóżku.
-Oczywiście, że tak-pocałował jego czoło.
-To dobrze Jani.

        
_____________________________________________
Malikowa

URODZINKI NIALL'A.





Moi drodzy.Dzisiaj jest bardzo szczególny dzień.Tak, to dokładnie dzisiaj,13 września,urodził się Niall Horan .Jeden z członków naszego ukochanego zespołu.Przez te lata, bardzo się zmieniał.Pamiętamy go w X-factorze .Nieśmiały blondynek, o pięknym głosie. Jak wygląda teraz? Nadal ma zniewalający głos, ale wyprzystojniał, wydoroślał.Mimo wszystko i tak zawsze będziemy go kochać. Ale czy wygląd jest najważniejszy?Dla mnie nie.Niall jest nie tylko przystojny, ale ma także piękne wnętrze.Zabawny, troskliwy, opiekuńczy...Można by długo wymieniać.Wiem, że cokolwiek by się stało, ten chłopak nigdy mnie nie pozna.Ale i tak zmienił moje życie.Jego śmiech powoduje mimowolny uśmiech na mojej twarzy.Jego głos,przyprawia o motylki w brzuchu i ciarki na plechach.Co jeszcze można o nim powiedzieć?Wiele, ale niestety nie posiadam takiego zakresu słownictwa, aby go opisać.Chciałabym, po prostu życzyć mu wszystkiego Niallepszego, żeby się nie zmieniał i do końca potrafił rozbawić nas do łez.WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NIALL!

niedziela, 8 września 2013

ROZDZIAŁ 30







O MATKO TO JUŻ 30 ROZDZIAŁÓW!!!!!!!!!!!!!!!!!Miło mi,że przez ten czas zyskałam kilku czytelników.Może jest was więcej, ale komentuje tylko 2-3.Ale dla mnie to i tak dużo, może z czasem będzie Was więcej.A tak poza tym:KOCHAM WAS!!!!!
__________________________________________________________
Mocniej przyciągnąłem ją do siebie.
-Kocham cię Jane-szepnąłem zanim przybiegło do nas kilku mężczyzn w białych kitlach, oraz dwóch policjantów.
-Proszę ją puścić-powiedział jeden kucając przy nas.
-Nie, nich pan mi powie gdzie mam ją zanieść-warknąłem wstając i biorąc blondynkę na ręce.
Mężczyzna wywrócił oczami i wskazał na samochód przy którym leżał Louis.Chwiejąc się na nogach ruszyłem we wskazanym kierunku.Ostrożnie położyłem dziewczynę na noszach obok Louis'a. Tomo złapał mnie za rękaw kurtki i uśmiechając się z bólem powiedział:
-Brawo gościu.
Poklepałem go po ramieniu i znowu przeniosłem wzrok na moją księżniczkę. Całe jej ciało było pokryte większymi lub mniejszymi nacięciami.Oprzytomniałem i szybko podszedłem do policjantów stojących obok.
-Znaleźliście tego psychola,który poharatał moją księżni....Moją dziewczynę?-zapytałem
-Kilka oddziałów właśnie go ściga, są mniej więcej na obrzeżach Londynu.
Pokiwałem głową odwracając się przodem do karetki w która właśnie była wkładana Jane.Zaraz, zaraz...co?!Biegiem ruszyłem w tamtym kierunku dopadając jednego z lekarzy.
-Gdzie ją zabieracie?-zapytałem z troską w głosie.
-Musi jechać do szpitala,zbyt wiele ran, tu jej nie opatrzymy.A pan jest kim?
-Jej chłopakiem, ja ją  stamtąd wyniosłem-odpowiedziałem patrząc na niego z przerażeniem.
-Gratuluję odwagi-uśmiechnął się cierpko mężczyzna.-Ale raczej powinienem panu współczuć głupoty.Mógł pan tam zginąć.
-Ale nie zginąłem i przy okazji uratowałem cały mój świat-warknąłem wymijając go.-Jadę  z wami.
-Jane!Boże Jane kochanie-podbiegła do nas matka blondynki.-Córeczko, jak się czujesz?Co cię boli?Kto cię uratował?Jane, powiedz coś....
-Proszę pani, ta dziewczyna jest niesamowicie wykończona, przepraszam naprawdę musimy jechać-powiedział lekarz wymijająco.
-ja muszę jechać z wami to moja córka!-krzyknęła pani Carter ściskając w obu dłoniach ramiączko torebki.
-Ja ich zawiozę-powiedział Harry pojawiając się za nią.-Zayn...
-Jadę z tobą-powiedziałem wysiadając z karetki i idąc za moim przyjacielem.
*kilka minut później, szpital*
Siedziałem przed salą do której wnieśli już przytomną Jane.Oprócz mnie siedzieli tu:zapłakany,zmartwiony, blady jak ściana Harry;zapłakana, roztrzęsiona matka Jane;jej wściekły ojciec i kilku policjantów.W końcu drzwi otworzyły się i stanęła w nich cała zabandażowana Jane.
-O matko, dziecko!-krzyknęła jej matka biegnąc w jej stronę i rzucając się jej na szyję.
-Ała mamo, wszystko mnie boli-mruknęła niezadowolona blondynka.
Zaraz po niej pojawił się znajomy nam wszystkim lekarz.Obdarzył mnie i Harry'ego ciepłym uśmiechem i powiedział:
-Wydaję mi się że Jane potrzebny jest teraz przede kim spokój.Najlepiej żeby gdzieś wyjechała.
Kiwnąłem głową patrząc na Harry'ego.
-mamo jedźcie już do domu, aj przyjadę z Harry'm-uśmiechnęła się z bóle,
Jej matka pokiwała głową i już za chwilę jej nie było.
-Harry mogę cię na słówko?-zapytała patrząc na mnie przepraszająco.
*oczami Jane*
Odciągnęłam Loczka na stronę po czym oparłam moje obolałe ciało o ścianę.
-Harry-zaczęłam nie patrząc na niego.-Wiesz, że to nie miało sensu.Kocham cię,ale....To nie jest taka miłość jaką ty byś chciał.Przepraszam.
Czułam jak Harry opiera swoje duże dłonie ponad moją głową.
-Wiem, ale pamiętaj że nie żałuję niczego co powiedziałem, albo zrobiłem-szepnął unosząc mój podbródek.-Ja po prostu chcę dal ciebie jak najlepiej.A najlepszy dla ciebie będzie Zayn. Ale pozwól mi to zrobić ostatni raz.
Pokiwałam głową, na co on złączył nasze usta.Po chwili pocałunek się skończył, a my oficjalnie zostaliśmy przyjaciółmi.
-Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłaś.-powiedział po czym zostawił mnie samą.
Spojrzałam na Mulata siedzącego wciąż w tej samej pozycji.W końcu przeniósł wzrok na moją osobę.Uśmiechnęłam się zachęcająco,na co chłopak podniósł się i już po chwili był przy mnie.
-Jane, czy ja...czy my...
-Ja też cię kocham Zayn-powiedziałam ujmując jego twarz w moje dłonie.
-Czyli wszystko mi już wybaczyłaś, znowu jesteśmy parą?-zapytał z nadzieją w głosie.
Uśmiechnęłam się tylko i pokiwałam głową.Nie widziałam reakcji chłopaka,ale sądząc po tym jak mocno mnie przytulił mogę być pewna że się ucieszył.
-Przepraszam JAne, za wszystko-szeptał w moje włosy.-Kocham cię najmocniej na świecie,byłem taki głupi.Ale musisz mi uwierzyć, że ja naprawdę nic nie czuję do Perrie.To ty jesteś moim życiem.Co powiesz na wspólne wakacje?W Hiszpanii...Tylko ty i ja....
-Zaśmiałam się całując jego policzek.
-Kocham cię wariacie.
______________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale muszę się uczyć z Gegry, więc....A i proszę o komentarze.
Malikowa

piątek, 6 września 2013

ROZDZIAŁ 29







Czułam jak wściekłość opanowuje moje ciało.
-Jak mogłaś?!-krzyknęłam próbując się wyrwać.-Nienawidzę cię!Byłaś moją przyjaciółką!
-Jane,uspokój się-powiedział John spokojnie.
-Nie!Ta jędza....To twoja wina!To wszystko twoja wina!-krzyczałam kiedy mój oprawca zaczął powoli zbliżać się do mnie ujmując swoją dłonią moją twarz.-NIe dotykaj mnie!
Wyrwałam mu się.
-Przestań, bo pożałujesz-powiedział,a raczej warknął odwracając mnie przodem do siebie.
-Nie!Kazałam ci mnie nie dotykać!
-O nie...Mam w dupie co ty mi każesz i teraz ci to udowodnię-warknął wyjmując z kieszeni nóż.
Przejechał zimnym ostrzem po mojej szyi. Zamknęłam oczy, nie chcąc go widzieć.Czułam jak rozdziera moją koszulkę, na wysokości ramienia.Po chwili w tym samym miejscu poczułam okropny ból.Ból ciągnął się aż do nadgarstka.
-Aaaa!!!!-krzyknęłam mocniej zaciskając powieki.
-Widzisz, ja mogę wszystko-szepnął.-Więc lepiej mi się nie stawiaj.
Otworzyłam oczy i pokiwałam głową, następnie przenosząc wzrok na El.Dziewczyna stała przypatrując się wszystkiemu ze strachem w oczach.
-Widzisz do czego doprowadziłaś?-powiedziałam cicho przenosząc wzrok na rękę po której ciekła krew..-Widzisz!To wszystko twoja wina!Nie masz prawa zbliżać się do Meg!Przez ciebie teraz tu tkwię!-krzyczałam,a po moich policzkach ciekły łzy.
Brunetka kucnęła przede mną i szepnęła:
-Jane, przepraszam...Ja nie wiedziałam...Kocham cię, jesteś dla mnie jak siostra...
-Kłamiesz!Daj mi spokój!Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
Dziewczyna wybiegła z płaczem z piwnicy.
-Proszę dajcie mi spokój-powiedziałam patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
Mężczyzna pokiwał głową i opuścił pomieszczenie.
*w tym samym czasie oczami Harry'ego*
Siedziałem w salonie, wpatrując się w tłum ludzi którzy przesiadywali teraz w salonie u rodziców Jane.Zarówno ja, jak i Zayn zostaliśmy poproszeni o przybycie.Z moich oczu nieustannie płynęły łzy.Patrzyłem na wszystkich zgromadzonych. Mieli łzy w oczach, może z wyjątkiem policjantów.Byłem ciekaw gdzie podziewa się Louis.Wyszedł z El dość dawno temu.Nie zauważyłem nawet kiedy przysiadła się do mnie zapłakana Meg.
-Tęsknię za nią Harry-powiedziała wtulając się w mój tors.
-Ja też-powiedziałem obejmując jej wątłe ciało swoimi ramionami.-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Kto mi ją zabrał?-zapyta.
-Nie mam pojęcia. Było już dobrze...Jane była już moja...Nikt nie ma pojęcia kto mógł ją porwać, nie miała wrogów...-mówiłem bardziej do siebie niż do dziewczyny która płakał w moją koszulkę.
-Pan Harry?-odwróciłem twarz w stronę policjanta.Pokiwałem głową.-Pozwoli pan z nami.
Puściłem Megan i ruszyłem za mężczyzną.Weszliśmy do kuchni.Wskazał dłonią na krzesło, które zająłem.
-O co chodzi, wiecie już coś?-zapytałem z nadzieją, ściskając brzeg mojej białej koszulki.
-Można tak powiedzieć.Ale mam też dal pana złą wiadomość-spojrzałem na niego przerażony.
-Pana kolega Louis Tomlinson...On został porwany.
Opadłem na krzesło ukrywając twarz w dłoniach.
-Ale wydaje nam się, że wiemy przez kogo i wiemy gdzie znajduje się on wraz z pana dziewczyną-spojrzałem na niego wzrokiem pełnym nadziei.-Prawdopodobnie jest to John Johnson, mężczyzna którego szuka się w kilku krajach...Jednak nadal nie mamy pewności co do miejsca przetrzymywania Jane i Louis'a
-Jak to nie macie pewności!-krzyknąłem wściekły.-To co wy robicie?!Macie ją znaleźć!
-Proszę usiąść i na mnie nie krzyczeć-powiedział mężczyzna.
Podszedłem do niego ściskając w moich pięściach brzeg jego kurtki.
-Słuchaj koleś, zdajesz sprawę z tego kim jestem.Nie interesuje mnie czego nie jesteście pewni. Macie ich znaleźć,jasne?
Pokiwał głową, a ja wyszedłem z pokoju głośno trzaskając za sobą drzwiami.Nagle mnóstwo guziczków zaczęło się świecić, a po pokoju rozległ się dźwięk syreny. Spojrzałem zdezorientowany na jednego z policjantów.
-Mamy ich-powiedział uradowany biegnąc w stronę kolegów z pracy.
*Jane*
Siedziałam w kompletnej ciszy, która nagle przerwał męski głos:
-Gdzie ja jestem?
-Louis?-zapytałam zdezorientowana wytężając wzrok.
-Jane?Co..Co my tu robimy?
-Najwidoczniej obydwoje zostaliśmy porwani-prychnęłam.
-Ja...Ja się nie zgadzam!-krzyknął Tomlinson zaczynając się wyrywać.-Wypuście mnie stąd!Niedługo mam koncert, ja muszę na nim być!Natychmiast mnie uwolnij!
-Louis zamknij się, bo...-nie zdążyłam dokończyć, gdyż do pomieszczenia wpadł wściekły John.
-Czego drzesz mordę?-zapytał podchodząc do Louis'a.
-Wypuść mnie stąd!Wiesz kim ja jestem?!-darł się coraz bardziej zły Tomo. Popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
-No wiem, i co?
-I każe ci mnie wypuścić!
-A jak tego nie zrobię to co?-zapytał John krzyżując ręce na piesiach.
-Pożałujesz tego-uśmiechnął się cwaniacko Louis.
-Śmieciu-warknął John rozrywając koszulkę Tomlinsona.
Z kieszeni wydobył nóż, jeszcze pełen krwi.Louis coraz bardziej przerażony patrzył na poczynania mężczyzny. Trzydziestolatek podszedł do niego z tyłu lekko zanurzając ostrze w opalonej skórze bruneta.
-Ała!!!-krzyknął Louis próbując się uwolnić, co tylko pogarszało sprawę bo nóż wbijał się głębiej.-Przestań.
-Wodzisz, ja zrobię z tobą co będę chciał, a ty nic do tego nie masz-powiedział chwytając go za włosy i ciągnąc do tyłu, przy okazji ciągnąc ostrze aż do łopatki chłopaka.
-Błagam zostaw go-powiedziałam prostując się.
John spojrzał na mnie zdziwiony.Chciał coś powiedzieć, ale zagłuszyły go policyjne koguty i głos z megafonu.
-Wyjdź z podniesionym rękami Johnson.To koniec.
Mężczyzna tylko się uśmiechnął i powiedział:
-Na to czekałem, więc teraz umrzecie sobie spokojnie.
Po czym zniknął za drzwiami.Spojrzałam przestraszona na Louis'a który zaciskał zęby próbując się nie rozpłakać.Nagle usłyszałam wybuch, a potem w całym domu zaczął unosić się dym i kurz.Widziałam jak Louis wyswobadza się z więzów i podchodzi do mnie.W poniszczeniu było całe mnóstwo kurzu i dymu, do którego teraz dołączył zapach spalenizny.Moje oczy zaczęły się zamykać.
-Nie Jane, nie poddawaj się-słyszałam jego głos.-Nie zostawaj mnie, Zayn'a Harry'ego.Przecież nie możesz ich zostawić.
-Ja już nie mam siły Lou-powiedziałam czując jak moje ręce stają się wolne.
Przyciągnęłam je do siebie.
-Chodź Jane-chłopak ujął moją obolałą dłoń, ale ją odsunęłam.
-Nie mam siły.Ratuj siebie Louis-mówiłam popychając go resztkami sił do przodu.
-Nie mogę cię tu zostawić-powiedział biorąc mnie na ręce.
Chłopak otworzył drzwi, a ja poczułam na mojej twarzy podmuch ciepłego,nawet bardzo gorącego powietrza na twarzy.Bezwładnie wysunęłam się z ramion chłopaka.
-Idź Louis.Razem nie damy ramy-powiedziałam dusząc się dymem.
-Jane, proszę nie rób mi tego.
-Idź, kurwa-warknęłam wypychając go z pomieszczenia i zatrzaskując drzwi.
Doczołgałam się do krzesła i usiadłam na nim chowając twarz w dłoniach.Chociaż jedno z nas uratowało się.
*oczami Louis'a*
Kiedy zostałem wypchnięty za drzwi, chciałem się wrócić.Niestety drzwi zatrzasnęły się.Dusząc się dymem, ruszyłem przed siebie.Wszędzie był ogień.Nie miałem pojęcia dokąd idę, po prostu szedłem przed siebie.Kurz drażnił mnie w oczy i ranę.Usłyszałem dźwięki dochodzące z zewnątrz.Słyszałem jak za mną zawalają się deski.W końcu zobaczyłem czerwony wóz stojący przed domem.Ostatkiem sił przedarłem się przez płonące drzwi i krzyknąłem:
-Pomocy!
Potem upadłem na ziemię.Czułem jak ktoś podnosi mnie i kładzie na czymś.Potem jechałem aż
znalazłem się przy jakimś aucie.Widziałem nad sobą twarze różnych ludzi, ale jedna wydała mi się znajoma.
-Harry-powiedziałem chwytając jego dłoń w moją..-Jane...ratujcie ją...Ona...-nie maiłem siły odpowiedzieć.Po prostu zamknąłem oczy.
*Zayn*
Siedziałem jak na szpilkach cały czas wpatrując się w płonący dom.Kiedy wyszedł z niego Louis, wiedziałem że zaraz musi pojawić się Jane.Ale jej nie było .Podniosłem się, zmierzając w kierunku wozu strażackiego, przy którym leżał Lou.kiedy usłyszałem jego urywkowe zdanie o Jane wiedziałem jedno.Ona jest w środku, a ja muszę ją ratować.Spojrzałem przepraszająco na Harry'ego i włożyłem na siebie kurtkę która leżała w wozie. Szybko podbiegłem pod linię która odgradzała mnie od Jane.Jakiś strażak złapał mnie w pasie krzycząc:
-Nie możesz tam wejść.To zaraz się zawali.
-Ale tam jest dziewczyna!-krzyknąłem wyrywając mu się i wbiegając do domu.
-Jane!-krzyknąłem rozglądając się po resztkach rzeczy, znajdujących się tu kiedyś.
Ruszyłem przed siebie, przeskakując dziury znajdujące się w podłodze.Zobaczyłem jedyne zamknięte drzwi.Prowadziły do nich pozostałości schodów.Ostrożnie zszedłem po nich.
-Jane!-krzyknąłem łapiąc za klamkę i ciągnąc ją do siebie.Nic.
Kiedy po kilku takich próbach drzwi nadal nie ustępowały, wziąłem rozbieg i wbiegłem w nie.Otworzyły się ukazując pomieszczenie pełne dymu, a na krześle siedziała dziewczyna.Na mój widok poderwała się z krzesła i podbiegła do mnie wtulając się w mój tors.
-Zayn, jesteś-wyszeptała.
Drżącymi dłońmi objąłem jej wątłe ramiona.Czułem jak się przewraca.Wziąłem ją na ręce i szepnąłem:
-Uratuję cię.Trzymaj się kochanie.
Dziewczyna ujęła moją twarz w swoje czarne od dymu dłonie i złączyła nasze usta.To był najwspanialszy pocałunek na świcie.Nie chciałem myśleć, że mógł być on naszym ostatnim.Zaczął powoli iśc w kierunku drzwi.Kiedy byliśmy już na schodach słyszałem jak za nami te same drzwi się zawaliły.Przyspieszyłem kroku.Po chwili już biegłem,mocniej przytulając dziewczynę do siebie.Za nami łamały się i spadały na ziemię kolejne partie podłogi.Byliśmy już kilka metrów od drzwi, kiedy deski pod nami zaczęły się niebezpiecznie poruszają. Ostatkami siły pobiegłem, jednocześnie wychodząc z domu akurat kilka sekund przed tym jak drzwi wejściowe całkowicie się zawaliły.Leżałem na ziemi tuląc do siebie Jane.Dziewczyna trzęsła się i płakała w moją koszulkę.
-Dziękuję-szepnęła patrząc mi w oczy.-Dziękuje Zayn.
_________________________________________________
Jak widać główni bohaterowie żyją.Proszę o komentarze.
Malikowa

poniedziałek, 2 września 2013

ROZDZIAŁ 28



Eleonor przez chwilę zastanawiał się jak wyciągnąć na dwór swojego sławnego chłopaka, aż w końcu wpadła na pomysł. Odeszła kilka kroków od jego domu i wybrała numer Tomlinsona.Po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się melodyjny głos:
-Słucham?
-Cześć kotku, to ja.Przepraszam, że tak szybko wyszła.Naprawdę nie mam pojęcia, gdzie jest moja przyjaciółka-kłamała brunetka oglądają swoje paznokcie.-Co powiesz, na kawę w ramach przeprosin?
-Jasne, bardzo chętnie.Kiedy?
-Nawet zaraz.Jestem kilka kroków od twojego domu, więc mogę przyjść i gdzieś pójdziemy.
-Dobra,czekam.Pa.
Rozłączyła się zacierając zmarznięte dłonie.Zanim ruszyła w stronę willi jej chłopaka, napisała do szefa:
,,Idziemy do kawiarni.Pewnie tej w parku."
Schowała małe urządzenie do torebki, po czym szybko udała się na posesję One Direction.Jej chłopak już czekał przy aucie.Zarys jego idealnej sylwetki, wywołał u dziewczyny motylki w brzuchu oraz uśmiech na twarzy.Naprawdę go kochała, jednak jej praca była najważniejsza.
-Cześć-przytuliła plecy bruneta.
-Cześć ślicznotko-wyszeptał obracając się i łącząc jej wargi ze swoimi.-To co jedziemy?
Pokiwała głową i wsiadła do czarnego auta.Odetchnęła głęboko zapominając na chwilę o uczuciach, którymi darzyła bruneta.Kiedy i on pojawił się obok niej, po prostu ruszyli.
*oczami Jane*
Siedziałam na krześle w kompletnej ciszy, coraz mocniej zaciskając powieki.Niesamowity ból rozdzierał moje plecy.łzy nadal spływały po mojej twarzy, tworząc kolejne rządki.Gdzieś w oddali słyszałam głos John'a.Rozmawiał z kimś przez telefon.
*narracja trzecioosobowa*
Louis pomógł El wysiąść z auta i splótł ich palce.Nie miał pojęcia o czym myśli dziewczyna i nie wiedział dlaczego nerwowo się rozgląda.El szukała swojego szefa, który obiecał być na miejscu.Rzeczywiście John znajdował się na terenie parku, ale nie miał zamiaru łapać Tomlinsona teraz.Siedział na ławce z której miał dobry widok na parę, która mimo chłodnego dnia zdecydowała się usiąść na dworze. Eleonor zamówiła jedynie kawę. Kiedy jej telefon zawibrował w kieszeni, dziewczyna momentalnie się wyprostowała. Jej chłopak patrzył w kawę, która zamówił także sobie. Nie wiedział, że jest obserwowany. El dyskretnie wysunęła komórkę z kieszeni odczytując wiadomość:
,,Wyciągnij go do parku.Ja się nim zajmę"
Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na przystojnego chłopaka siedzącego przede nią.Nie chciała tego robić.Nie chciała go krzywdzić, ale praca...Odchrząknęła przykuwając jego uwagę.
-Co powiesz na spacer?-zapytała uśmiechając się słodko i łącząc ich dłonie.
 na jej ramiona płaszcz.
Dziewczyna podziękowała uśmiechem. Kiedy, po zapłaceniu, udali się w głąb parku, chłopak niepewnie objął dziewczynę.Brunetka dostała jeszcze jednego esemesa od swojego szefa:
,,Usiądźcie sobie nad jeziorem.Tam go załatwię."
Oczywiście nie mogła nie wykonać zadania.ostatni raz przytuliła się do ciepłego torsu swojego ukochanego. Kiedy zobaczyła jezioro i ławkę na przeciwko, odgoniła od siebie myśl, żeby iść dalej.Pociągnęła bruneta na siedzenie.Chłopak nie protestował.Nie wiedział co za chwilę nastąpi. Nie wiedział, też dlaczego jego dziewczyna odsunęła się od niego z przepraszającym uśmiechem na twarzy.Chciał ją o to zapytać kiedy nagle poczuł straszliwy ból z tyłu głowy, spowodowany uderzenie, butelką, a obraz zaczął nagle znikać.
*godzinę później, oczami Jane*
Siedziałam na tym krześle myśląc o tym co będzie z Zayn'em po tym wszystkim.Kiedy jej już  zabraknie.Moje rozmyślania przerwały głosy dochodzące z góry.Po chwili drzwi do mojego,,więzienia" zaczęły się otwierać.
-Pospiesz się....jest cholernie ciężki-usłyszałam głos John'a.
Do kogo on mówi?Już po chwili mężczyzna wszedł do pomieszczenia niosąc kogoś na rękach
-Cześć Jane.Przyniosłem ci kolegę-uśmiechnął się, następnie odwracając się do drzwi.-El natchymiast do mnie!
El!-te słowa krążył po mojej głowie.Ta El?!Dziewczyna Louis'a?!Moja przyjaciółka?! Kiedy ta osoba pojawiła się w piwnicy, dostrzegłam falowane włosy i znajomy uśmiech. To ona!
__________________________
Oto on.
Malikowa.

niedziela, 1 września 2013

ROZDZIAŁ 27



-Zayn Malik proszony na salę-rozległ się głos  z głośników znajdujących się na korytarzu.
Chłopak spojrzał na mnie i odszedł tylko posyłając mi buziaka. odbiłam się od ściany, i chciałam iść w kierunku sali, gdzie znajdowali się wszyscy.Jednak okropny ból na głowie powalił mnie na ziemię, przez co straciłam przytomność.
*oczami Zayn'a*
Wszedłem do sali zajmując jedyne wolna miejsce obok Harry'ego. Chłopak spojrzał na mnie, a następnie na drzwi. Dokładnie widziałem jak w jego oczach maluje się coraz bardziej rosnący niepokój. Nachyliłem się do niego i szepnąłem:
-Ej stary, wszytko ok?
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie, następnie odpowiedział:
-Gdzie Jane?
Racja. Zostawiłem ją na tym korytarzu kilka minut temu, a to wcale nie jest daleko. powinna już tu być.Zdenerwowany poprawiłem się na krześle. Spojrzałem na zegarek. Kurde, ile to jeszcze będzie trwało. Dzięki Bogu redaktor zarządził krótką przerwę. Szturchnąłem Harry'ego i razem wstaliśmy z krzesła. Prawie biegiem znaleźliśmy się na korytarzu. Nikogo tam nie było.
-Jane!-krzyknął Styles biegnąć przed siebie.
Zrobiłem to samo i szybko znalazłem się w miejscu gdzie ją zostawiłem. Na podłodze zauważyłem plamę krwi.Przeszły mnie dreszcze.
-Harry, Harry chodź szybko!-krzyknąłem.
Loczek zaraz pojawił się obok patrząc na mnie pytająco. Palcem wskazałem na plamę. Chłopak złapał się ściany i jedyne co powiedział to:
-O kurwa.
-Nie możemy tak stać! dzwoń po policje!-krzyknąłem potrząsając nim.
-Puść mnie, przecież zabrali nam telefony!-krzyknął wyrywając mi się i biegnąc do sali.-No co tak stoisz?Rusz dupę.
Wpadliśmy do sali, ściągając spojrzenia wszystkich na nasze osoby.
-Dajcie mój telefon!-krzyknąłem zdenerwowany patrząc na naszego menadżera.
-Zayn, ale...
-Nie ma ale!-krzyknął Harry równie roztrzęsiony.-Jane porwali.
Pozostała trójka spojrzała po sobie, następnie udając się w poszukiwaniu komórek. Zdezorientowany menadżer podał mi swoją. Szybko wpisałem numer policji, by już po chwili podawać najważniejsze informacje
*kilkanaście minut później*
Siedziałem na kanapie po raz setny powtarzając to samo.
-Nie mam pojęcia, co było dalej.Zostawiłem ją, bo wzywano mnie tutaj, a potem zniknęła.
-Dobrze, na razie to tyle z pana strony-powiedział policjant wstając .
Jednak ja przytrzymałem go za rękaw kurtki:
-Ale znajdziecie ją prawda?-zapytałem ze łzami w oczach.
-Postaramy się. Proszę się nie martwić.
Po czym odszedł do kilku pozostałych funkcjonariuszy, coś im mówią.Patrzyłem na nich zrezygnowany.Jak mam się nie martwić o moją dziewczynę.Przejechałem wzrokiem po twarzach wszystkich zgromadzonych. Każdy z nich miał łzy w oczach. Pod ścianą siedział Harry równie zapłakany jak ja.Wstałem powoli udając się w jego stronę. Kiedy byłem już przy nim zsunąłem się po ścianie obejmując go ramieniem. Chłopak podniósł na mnie zapłakane oczy, po cym po prostu wtulił się w mój tors, zaczynając płakać.Wiedziałem co czuje. sam też nie byłem lepszy. po moich policzkach zaczęły płynąć łzy, które kapały na koszulkę Harry'ego.Kto mógł zrobić krzywdę Jane?Jak można?
*oczami Jane*
Otworzyłam, z trudem, oczy. Rozejrzałam się po miejscu w którym obecnie się znajdowałam.Był tu okropny bałagan, a światło dawała tylko mała szparka w oknie. Czułam okropny ból z tyłu głowy, ale kiedy próbowałam dotknąć tego miejsca ręką, zorientowałam się że jestem związana. A raczej przywiązana do krzesła. Zaczęłam się na nim wiercić, starając się uwolnić, ale na marne. Kiedy chciałam zacząć krzyczeć, drzwi do tego okropnego miejsca uchyliły się i staną w nich jakiś mężczyzna.
-O widzę, że się obudziłaś-uśmiechnął się obleśnie.
-Wypuść mnie!-krzyknęłam.
-Spokojnie, krzyki na nic się nie zdadzą.Nie wypuszczę cię-powiedział podchodząc do mnie i chwytając moją twarz w dłoń.-Jesteś podobna do ojca.
Skąd ja znam tego mężczyznę.Jego twarz i głos wydawały mi się  znajome. Zaczęłam dokładniej mu się przyglądać, odtwarzając w pamięci wszystkie dawno widziane twarze.I w końcu przypomniałam sobie. John. Wujek John. Przyjaźnił się z moim ojcem, kiedy byłam mała.Potem zniknął.
-Wujek?-zapytałam roztrzęsionym głosem.
Puścił moją twarz i uśmiechnął się.
-No nareszcie mnie poznałaś.A teraz powiedz mi proszę numer twojego taty.
-Ale po co ja ci jestem potrzebna?-zapytałam, znowu próbując uwolnić moje dłonie od liny, która boleśnie wbijała mi się w skórę.
-Powiedziałem, żebyś dała mi numer twojego ojca!
-Nie-odwróciłam głowę.
-Co powiedziałaś?-zapytał chwytając mnie za szyję.
-Powiedziałam nie!-krzyknęłam odwracając twarz w jego stronę.
Mężczyzna uderzył mnie mocniej ściskając moje gardło.Chciałam złapać się za piekący policzek, ale uniemożliwiały mi to związane ręce.
-Odpowiedz mi teraz grzecznie...-nie dokończył, gdyż po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk mojej komórki.-O świetnie się składa, właśnie miałem cię prosić o telefon.
Wyjął urządzenie z mojej kieszeni i uśmiechnął się.
-Tatuś dzwoni.Pozwolisz, że włączę głośnik.
odebrał, a po pomieszczeniu rozległ się zdenerwowany głos mojego ojca:
-Jane, do jasnej cholery, gdzie ty jesteś?
-Cześć Max, pamiętasz mnie?-mówił John cały czas patrząc na mnie.
-J...John Johnson?-mojemu tacie zaczął łamać się głos. Do moich oczu napłynęły łzy.
-Tak, cześć przyjacielu-zaśmiał się.
-Czego chcesz od Jane?
-Od niej niczego, raczej od ciebie. Wywaliłeś z pracy pewnego chłopaka pamiętasz?
-Ja wyrzuciłem... z pracy mnóstwo ludzi....
-Chodzi mi o młodego chłopaka, który przez przypadek wylał na jakaś umowę kawę. To był mój kuzyn.
-Tom Johnson?
-O widzisz przypomniałeś sobie.Ten chłopak nie żyje. Przez ciebie. Rzucił się z mostu, kiedy odpowiedziałeś mu że nie może się już więcej zbliżać do twojej rodziny. Byłeś dla niego jak ojciec śmieciu! Jak ojciec którego nie miał!A ty zabrałeś  mu wszytko! Więc teraz ja też coś ci zabiorę. Zabiorę ci połowę twojego świata-po tych słowach wyciągnął z kieszeni nóż i powoli zaczął się zbliżać w moim kierunku.-A jest jeszcze jego brat.Josh.Były chłopak twojej córeczki.On też się załamał. ALe nie bój się, twoje słoneczko nie zginie od razu, najpierw trochę pocierpi.
Po tych słowach przystawił telefon do moich ust i wycedził przez zęby:
-Przywitaj się z tatą.
-Cz...Cześć tato-odpowiedziałam zaciskając powieki.
-Jane...
-A!!!!!-krzyknęłam kiedy poczułam ból na wysokości mojej łopatki. Dopiero po chwili zorientowałam się, że on wbił nóż w  moje plecy.
-Słyszysz, jak krzyczy?-zapytał John wbijając ostrze głębiej i ciągnąc je w górę.
-Ała!!!!!!!!Przestań, proszę-zaczęłam płakać.
-Dobrze, na razie to tyle. Żegnaj, Max, przyjacielu.
Powiedział, wyciągając ostrze i pokazując mi nóż pełen krwi. Mojej krwi. Po moich policzkach spływało całe mnóstwo łez, a plecy okropnie bolały.
-To do zobaczenia jutru, księżniczko.
Po czym wyszedł, a ja zaczęłam szlochać.
*w tym samym czasie, narracja trzecioosobowa*
Chłopcy, wraz z Eleonor siedzieli w salonie. Zarówno Harry, jak i Zayn płakali.A pewnym momencie po pokoju rozległ się dźwięk dzwonka telefonu brunetki.Grzecznie przeprosiła i wyszła, kierując swoje kroki do łazienki.Kiedy zamknęła drzwi, przejechała palcem po ekranie przykładając urządzenie do ucha.
-Hallo?-zapytała cicho.
-Mamy ją-odpowiedział jej rozradowany szef.
-Naprawdę,świetnie-odpowiedziała równie entuzjastycznie dziewczyna.-Kiedy mam przyjechać?
-Jeszcze nie wiem, ale pamiętaj nikt nie ma się dowiedzieć.
-Ale gdzie jest teraz Jane?-zapytała uderzając się w czoło, przypominając sobie zastrzeżenia szefa.
-Nie wymawiaj jej imienia!
El nie zdawała sobie sprawy, że od dłuższego czasu jej rozmowie przysłuchuje się Louis.
-Dobrze szefie-odpowiedziała skruszona dziewczyna.
-Napiszę ci, będzie bezpieczniej.Do zobaczenia El.
-Jasne, pa-odpowiedziała, chowając telefon do kieszeni i podpierając swoje dłonie na umywalce.
W co ona się wplątała?Otóż John Johnson płacił za jej naukę.Był kiedyś kochankiem jej matki.Jednak zaczął ją bić i się rozstali. Jednak mężczyzna zabrał brata El, dlatego ona dla  niego pracuje.Obiecał, że kiedyś jej go odda. Że nie zrobi mu krzywdy.
-Wiesz, gdzie jest Jane?-zapytał Louis niepewnie podchodząc do swojej ukochanej.
-Nie, skąd ci to przyszło do głowy?-zapytała dziewczyna, dość nerwowo.
-Z kim rozmawiałaś?
-Przepraszam Louis, ale ja naprawdę muszę już iść.Pa kochanie-lekko ucałowała jego wargi, opuszczając pomieszczenie.
Bez pożegnania opuściła dom chłopaków, wybierając numer swojego szefa.
-czego?-zapytał zaspanym głosem.
-Louis, on wie, że...
-Coś ty zrobiła idiotko?!-w tym momencie w głowie John'a krążyła tylko jedna myśl:,,Jego też trzeba zlikwidować"
-Przepraszam, nie wiedziałam że słucha-dziewczyna zaczęła płakać.
-Dobra zaraz tam będę, tylko wyciągnij go z domu.Jego też trzeba się pozbyć.
Po tych słowach rozłączył się pozostawiając El samą sobie.
_____________________________________
Sorry, że tak długo, ale nie miałam jak wejść. Taki dłuższy, przepraszam że mało zdjęć, ale nie miałam na nie pomysłu. mam nadzieję, że się podobał. a  jak wrażenia po filmie?Mi się osobiście bardzo podobał. Komentujcie.
Malikowa.